wtorek, 28 kwietnia 2015

Kapcie sobie zrobiłam...

... kolejne ;) 
Zmusiła mnie okoliczność i trochę Mateczka Moja Kochana, bo wytknęła mi dziurę! w kapciu ;) Małżonek Mój Osobisty, nabył mi, drogą zakupu filcowe wkładki, resztki włóczek posiadałam, a i szydełko w domu się znalazło ;)
Niechybnie, to jakaś zmowa była ;D
Zmusili mnie! Podstępem!

Oj, no co. Od spodu była - ta dziura, ma się rozumieć, to mogłam ją pominąć wzrokiem, prawda? ;D

Ale skoro już je, te kapcie, zrobiłam, bo podzielę się z Wami :) 
A nóż, ktoś też odkryje ubytki we własnym obuwiu domowym ;)
Albo będzie musiał wysłuchać jakiś uwag na temat ich stanu ;)

Przepis na moje kapcie ;)
Potrzeba zaopatrzyć się w:
wkładki filcowe - najlepiej w pasującym rozmiarze,
mocną nić lub kordonek - do obszycia wkładki,
igłę z ostrym czubkiem - bo filc nie należy do wdzięcznych w szyciu materiałów,
szydełko - dostosowane grubością do włóczki, ja robiłam szydełkiem nr 3,
włóczki wg uznania - do moich kapci wykorzystałam resztki akrylowych moteczków;)
ABS w żelu - żeby sobie "nakroplić" odrobinę pod spodem, bo filc jest koszmarnie śliski - wiem, sprawdziłam ;)

Krok pierwszy - obszycie wkładki.
Jak widać na załączonym obrazku, za bardzo, to ja się nie przyłożyłam do szycia;) Chodzi jednak, o to, żeby mieć za co zaczepić włóczkę, a nie o to jak będzie od środka wyglądała podeszwa ;)
 Wkładkę obszyłam szarym kordonkiem, podwójnie złożoną nitką. Igłę należy wbijać minimum 5 mm od brzegu wkładki. Naciągnięta nitka, nie może być zbyt blisko brzegu, mogłaby przeciąć filc.

Krok drugi - obrobienie wkładki.
Pierwszy rząd półsłupków zrobiłam szarą włóczką :) wbijając się w każdą poprzeczną niteczkę, pomiędzy tymi widocznymi "szczebelkami".
Krok trzeci - tworzenie kapcia
Zmieniłam włóczkę na fioletową i dziergałam dookoła pięć  i pół rzędu-okrążenia. Przy czym to "pół" wypadło na palcach - w lewym kapciu przy dużym palcu ;) - obróciłam robótkę i wróciłam półsłupkami do małego palca, obrót i półsłupki do dużego palca i tak, aż do uzyskania pożądanej głębokości kapcia ;) Prawy kapeć analogicznie :)
Chciałam zrobić sobie coś na wzór espadryli ;) więc moje kapcie są głębokie :)
Tył kapcia jest jednak bardzo płytki, po przerobieniu pięciu okrążeń, więc trzeba dorobić kilka rzędów, żeby kapeć trzymał się na pięcie :)
Ostatni rząd można przerobić oczkami ścisłymi, co by się włóczka podczas użytkowania za bardzo nie rozwlekła ;)
Ja, zdecydowałam się, na ozdobienie kapci, więc nie zakończyłam oczkami ścisłymi :)

Krok czwarty - ozdabianie kapcia
Oczywiście ozdabiać można na wiele sposobów i wedle własnego uznania, możliwości, pomysłów etc ;) 
 Kapcie obrobiłam włóczką Happy - jest mięciutka i włochata ;)
 Kwiatek wyszedł spory, ale włóczka nie należy do cienkich, a moje zdolności szydełkowe pozostawiają wiele do życzenia ;)
 Krok piąty - bezpieczeństwo
Najważniejsze jest bezpieczeństwo ;) 
W tym celu wprowadzamy lekką modyfikację polegającą na zastosowaniu ABS-u w płynie ;)
Osobiście sprawdziłam jego działanie na poprzednich kapciach ;)
Nie rozjechałam się, niczego nie złamałam i z niczym, ani z nikim się nie zderzyłam, więc znaczy się ABS działa ;)
Kapcie na przyczłapach dolnych ;)
w nocnej scenerii...
... i o poranku, w naturalnym świetle ;)
Mam nadzieję, że mój post okaże się choć trochę przydatny w tworzeniu kapci ;)

* * *
A na "Deser" ;)
Małpa w kąpieli ;)
"Niewygląd" kompletny mojej suczki, spowodowany jest etapem odrastania grzywki, którą postanowiłyśmy (my?), z powrotem zapuścić, bo krótka nie sprawdziła się kompletnie.


Rękoczyn nr 16/2015 (67)
Dane techniczne:
Wzór: powstawał w głowie, bo nie miał innego wyjścia ;D
Włóczki: z zapasów domowych ;)
Szydełko: 3,0 mm

wtorek, 21 kwietnia 2015

Poświąteczne Baranki ;)

Pani Kinga jest właścicielką pary bardzo zdolnych rączek;)
Tymi zręcznymi łapkami 
stworzyła istne, słodkie szaleństwo dla moich Baranków ;D
Pierwszej odsłony dokonaliśmy w tajemnicy przed Jubilatami, w kuchni, lekko uchylając rąbka tajemnicy - kartonu ;)
Potem, gdy tort trafił na stół, już nie było tak łatwo dostać się w okolice zagródki, każdy chciał popatrzeć ;)
 Barankom na ten widok, delikatnie pisząc, "z telka szczenki poopadali" ;D
Szybko jednak się ogarnęli ;D
zdmuchnęli świeczki, każdy swoją...
  ... i zabrali się za krojenie i dzielenie tortu :)
Tak kroili zagródkę, żeby jak najdłużej baranie zadki utrzymać na mięciutkiej i słodkiej trawce ;D
Niestety, tort był tak pyszny (bo to że piękny, to przecież widać), 
że zostało na stole tylko pobojowisko po zagródce :)
Szanowni Jubilaci i Zacni Goście, rozprawiali nad kunsztem mistrzowskim Pani Kingi, żałując, że nie mają już miejsca w brzuszkach na choć (jeszcze) jeden, maleńki kawałek ;)
Gościom nie wypadało, ale ja z nie ukrywaną "radochą",
wbiłam zęby z zadek cukrowego baranka... ;D 
sama słodycz :)
Tort był pyszny i ogromny :)
*** Ślicznie Dziękujemy Pani Kindze***

To już drugi tort, którym mieliśmy przyjemność, dzięki uprzejmości Pani Kingi  poczęstować gości i domowników. 
Cała przyjemność, z puszenia się od nadmiaru komplementów, przypadła w udziale nam - następnym razem nagramy wszystkie pochwały i zachwyty ;)

W tajemnicy ;)  napiszę, że można zapisać się w "Masali" na kursik cukierniczy i pobierać nauki w tej materii... od Pani Kingi - ma się rozumieć ;D
***
Ale, ale... ;) 
Ten blog jest o włóczkowaniu - w którąkolwiek stronę, by nie rozwinąć tematu ;)
Dostałam dzisiaj w pracy od kolegi służbowego pół reklamówki kordonków :) 
Nie spotkałam się jeszcze z takimi dużymi motkami, jak do tej pory, miałam do czynienia tylko z takimi jak ten (na zdjęciu) 
mały szary zwitek ;)
To jest tylko niewielka część tych dobroci :D
Ale ile radości :D
***

A na deser...

Dama ze Słasiczką ;D
Ze mnie taka dama jak z mojej suczki (s)łasiczka ;) ale ja miałam możliwość wyciąć się z fotki, ona nie ;)

A może powinnam napisać "owieczka", co by do "baraninki" pasowało? ;)


sobota, 18 kwietnia 2015

Luna Moth Shawl

Miałam tylko tydzień, na wydzierganie chusty, na prezent ślubny, dla koleżanki Całkiem Dużego Dziecka ;)
Czasu mało, a chciałam zrobić coś, co będzie bardzo ładnie się prezentowało, a jednocześnie będzie proste i skromne.
Mój wybór padł na wzór Luna Moth Shawl :)
Chustę wydziergałam z podwójnej nitki :) Podstawą miała być granatowa włóczka Campolmi, złamana mohairkiem w kolorze ciemnej zieleni;) tak założyłam.
Tyle tylko, że mohairek posiada włosek, który ślicznie oplótł się wokół granatowej nitki ;) w rezultacie chusta jest w kolorze ciemnej zieleni, lekko złamanej granatem ;P 
Moje założenia odeszły w siną dal ;)
Z braku czasu zdecydowałam się na mniejszą wersję chusty, po zblokowaniu osiągnęła z trudem 140 x 66 cm.
Mniejszy rozmiar chusty, przeznaczony jest raczej,  dla kobiety drobnej lub dziewczynki. 
Dorodna istota płci pięknej, powinna być (by móc otulić się nią), obdarowana większą wersją tej pięknej chusty ;))) 
 Na górnym zdjęciu chusta "przed", na dolnym "po" blokowaniu ;)
I jeszcze prezentacja chusty na ludziu ;) z braku właścicielki, sama wbiłam się w chustę ;) 
Przy okazji sprawdziłam, czy jest wystarczająco ciepła i miła w dotyku... 
Jest ;)
Zabrakło mi włóczki na ostatnie dwa rzędy więc wykończyłam chustę dodając jasno niebieską niteczkę mohairu.
Zużyłam ponad 250 metrów włóczki Campolmi, 1 motek mohairu i trochę z innego koloru ;)





Rękoczyn nr 15/2015 (66)
Dane techniczne:
Wzór: Luna Moth Shawl by Shui Kuen Kozinski
Włóczka:
- Merino Superwash Campolmi, kolor 849 - granatowy, 100% wełny, 200gr/3000m.
- Kid Royal Alize, kolor 445 - ciemna zieleń, 62% Kid Mohair i  38% Polyamide, 25gr/250m.
Druty nr 4,5


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Niebieski Kołowiec & Urodziny ;)

Trzy kolory - Niebieski - wariacje na temat ;)
Co ciągnie mnie w kierunku niebieskości? 
Nie mam zielonego pojęcia ;)
Zrobiłam sobie już letni, ażurowy kołowiec z bambusa, w odcieniach fioletu, który dziergałam jesienią:) 
Teraz, przed Wielkanocą zaczęłam dziergać... 
zimowy kołowiec, cieplutki, wełniany i cały blue ;)
Albo mam zapłon szachisty i robię wszystko z opóźnieniem, 
albo jestem przezorna ;)... na dwoje babka wróżyła ;)
To tak, jak ze szklanką ;) 
Jest do połowy pełna, albo do połowy pusta ;D
Nie zależnie od tego, z której strony patrzeć, 
kołowiec dziergał mi się wyjątkowo przyjemnie ;) 
Druty grube, nitka podwójna... robota w rękach mi się paliła ;))) 
Dziesięć wieczorów i sweter gotowy :)
Otwory na rękawy zrobiłam, gdy w 1/8 robótki miałam 23 oczka (jak na mnie, to za późno, o 3 dodane oczka), zakończyłam na 50 oczkach w 1/8 swetra. 
Border dziergałam z 16 oczek, ściegiem francuskim :)
Rękawy zwężałam, odejmując 2 oczka w co 8 rzędzie.

 W ściągaczach rękawów zrobiłam otwory na kciuki :)

W "międzyczasie" tak zwanym dopatrzyłam się, że 10 kwietnia minął rok, jak założyłam bloga:)
i na tą piękną okoliczność przyrody ;) przyłożyłam się odrobinkę i obrobiłam zdjęcia sweterka :) żeby nic nie odciągało uwagi od pierwszego planu ;) 
Obrabiałam je nie ingerując w kolorystykę ;) 
Kolor niebieski rządzi się własnymi prawami, co widać na fotkach ;)... nie po raz pierwszy zresztą ;)
Blogując, staram się usilnie, zachować w tajemnicy, moje życie prywatne i skupić się tylko na przedstawieniu moich prac (co niestety nie zawsze mi się udaje), to zauważyłam, że obrobione cyfrowo zdjęcia pozbawione są wyrazu ;) a kilkoma zdjęciami lub "dziwnymi" tekstami (że o specyficznym poczuciu humoru nie wspomnę), nie naruszam znacznie mojej własnej, osobistej prywatności ;P 
A wracając do zdjęć...
Owszem, obrobione zdjęcia, odnoszą się bezpośrednio do tematyki bloga, ale są zimne i bezduszne;)
Chyba jednak wolę, kiedy zdjęcia mają "duszę"... 
... ewentualnie ludzia w środku ;)
 A pod tym zdjęciem bardzo pasuje mi "Cytat z MMO" ;)
(Cytat z Małżonka Mojego Osobistego)
"... jesteś bardzo zgrabna i proporcjonalna... tylko masz rączki i nóżki krótkie, jak u kaczuszki" - tłumaczenie cytatu - 
Rękawy wydziergane są ze stu rzędów, zgodnie z "przepisem", ale to przecież z góry było wiadomo, że dla mnie będą za długie... zawsze mam za długie rękawy :D więc postanowiłam zrobić sobie otworki na kciuki, ukrywając w ten sposób niedoskonałości cielesne, nie mające dla nikogo większego znaczenia ;)
Ach, zapomniała bym udzielić ostrzeżenia, chcącym wydziergać kołowca... Do pracy z tym projektem, gorąco polecam w miarę najtańsze druty, takie, których nie będzie szkoda w razie raptownego i niezapowiadanego niczym, odłączenia żyłki od części roboczej - drutu ;D 

***
To nie koniec niebieskiego szaleństwa ;)
Tyle tylko, że niebieski został złamany? zielenią ;)



Rękoczyn nr 14/2015(65)
Dane techniczne:
Włóczka:
- YarnArt Charisma, 80% wool, 20% Acrylic, kolor nr 3864 niebieski, 100g/200m - ta sama, co w V-Aurorze:)
- YarnArt Magic Fine 550, 50% wełny - 50% akrylu, w 100gr/300 m, kolory: niebieski, granatowy, chabrowy, błękitny
Zużyłam 4,5 motka Charismy i 2,5 motka Magic Fine.
Druty nr 7
Wymiary: 120 cm

wtorek, 7 kwietnia 2015

Świąteczne znalezisko ;)

Oglądam, na blogach zdolnych dziewiarek, różne cuda, niektóre nawet spróbowałam zrobić;) 
Jednak do zrobienia szydełkiem serwetki nikt mnie nie namówi, takiej opcji nie ma ;)
Po pierwsze, nitka za cienka, po drugie kurcze w dłonie mnie łapią, a to nie sprzyja relaksowi ani przyjemnościom dziergania i wreszcie po trzecie, mam nieodparte wrażenie, że przy takiej misternej robocie, wszy i drobne by mnie pożarły żywcem ;D
Za to oglądać i podziwiać nikt mi nie zabroni ;) 
Uwielbiam się zachwycać tymi koronkami, kształtami, wykończeniem ;)
Teraz mogę sobie nawet własną serwetę podziwiać, bo przy okazji świąt znalazłam takową w domu;) 
Mam ją od lat. 
Mateczka Moja Kochana twierdzi, że zrobiła ją  PraWanda ;)
 Całkiem możliwe, nie przeczę, choć nie mam pojęcia skąd wzięła się w naszej szafie. 
Wiem za to, że z pełną świadomością była pomijana szerokim łukiem ;) Wiedziałam też, że po praniu i wykrochmaleniu takiej serwety, trzeba naciągnąć i uformować jej kształt. 
Teoria teorią, a praktyka... skręciła w inną stronę ;P
A dzisiaj? Dzisiaj, to ja już prawie całkiem "mądra" jestem, i praktyką trącę ;)
Kilka chust już mi się udało wydziergać i zblokować :) to i moje "znalezisko" odważyłam się upiąć :)
A że dumą sama się rozparłam, to i pochwalić się muszę ;D
Nawet cytat z Małżonka Mojego Osobistego mogę przytoczyć ;)
"O! Boże! Ten widok!... przez całe dzieciństwo mnie prześladował!"
***
Nie wszystko to, jednak, ze "znalezisk" świątecznych ;)
No, może nie tak do końca znalezisk, bo tym razem nie zagubił się ów przedmiot i nadal jest w użytku :D
Stoi na półce, w regale u Mateczki Kochanej, Małżonka Mojego Osobistego i choć ma już kilka lat, to całkiem nieźle się trzyma ;)...

 ... nie Teściowa Moja Kochana, tylko jeden z pierwszych chusteczników, który uszyłam:)
 Oparcie od kanapy trochę "odlata" ;) i widać na chusteczniku ślady użytkowania... 
 ... ale to miłe i oko cieszy, bo przynajmniej wiem, że spełnia swoją rolę i przydatnym bywa :)




piątek, 3 kwietnia 2015

Alleluja!!!

Żeby nie było;)
Mam "zdolne chopaki"!
Wszelkie dodatki do dekoracji jaj, jakimi dysponowałam były "babskie"... kokardeczki, kwiatuszeczki, listeczki, wstążeczki, koroneczki, cekinki... normalnie stragan na "Różyku" ;D
Ale moi panowie, ci mali i ci całkiem duzi poradzili sobie z wyzwaniem:)
Nie powiem, bo lepiej ode mnie się spisali ;D
Na początku był maleńki bałaganik:
Pracowaliśmy sobie tak rodzinnie, przy jednym stole, w skupieniu i z ogromnym zapałem twórczym, aż powstały całkiem zgrabne "kwiacianki" ;) bo jak nazwać jajka w kwiatki? ;D
Małżonek Mój Osobisty, tak zaangażował się w pracy, że nawet pomalował jedno jajko przed udekorowaniem kwiatkami. Upaćkał się przy tym okrutnie, ale łąkę i niebo wymalował mistrzowsko:D
Szczurek swoje, największe jajo, przekształcił w kurzo-jajo-stwora, cały czas doradzając nam, jak i co przymocować, żeby jajo ładnie się prezentowało ;)
Z kolei mnie i Całkiem Dużemu Dziecku, "końcepcja" zmieniała się przy każdym kwiatku - rezultatem są bardzo kwietne jaja:D
***
Wszystkie nasze prace Małżonek Mój Osobisty umieścił na łące, żonkilami pachnącej ;)...

... więc nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam ...
Zdrowych, Wesołych i Pogodnych 
Świąt Wielkiej Nocy
oraz 
Mokrego Dyngusa!